JUTRO WAŻNA DATA: OGŁOSZENIE STANU WOJENNEGO W POLSCE

Pozwólcie proszę, że przywołam własne wspomnienia z dnia 13 grudnia 1981 roku zamieszczając tekst sprzed trzech lat. Nic więcej nie chcę dodawać do słów napisanych wcześniej, bo jest to esencja tamtych przeżyć.

13 GRUDZIEŃ 1981

Każdy z nas pamięta ten dzień inaczej. Rano w niedzielę powitał nas głos generała,  wojskowy, przerażająco spokojny.

Moi rodzice mieszkali na wsi, a mama obchodziła imieniny 9. grudnia. Ponieważ co roku zbierała się na tę uroczystość cała rodzina, uzgodniliśmy spotkanie na sobotę 12. grudnia. Goście dopisali frekwencją, a imieniny były wyjątkowo wesołe i dostatnie. Nie wracaliśmy w nocy do swojego domu, spaliśmy u rodziców. Zamierzaliśmy poleniuchować dłużej, bo impreza przedłużyła się, a przecież niedziela to dzień wolny od pracy. Rano obudziły nas rozmowy rodziców, zabarwione niepokojem i wzmożony ruch. W piżamach usiedliśmy przed telewizorem. W milczeniu i z przerażeniem na twarzach. Czułam to samo, co w okresie wczesnego dzieciństwa podczas burzy. Zawsze kiedy moja mama okazywała oznaki strachu, my dzieci też baliśmy się. Teraz czułam ten sam lęk.

Jaruzelski spokojnym, wyważonym głosem przeczytał informację o wprowadzeniu STANU WOJENNEGO. Chociaż siedzieliśmy licznie wpatrzeni w ekran, nikt nie wiedział, co nas Polaków czeka w najbliższym czasie. Złu znanemu da się zaradzić, ale jak przygotować się na wielką niewiadomą? W ponurych nastrojach spędziliśmy niedzielę. Już ten nasz pobyt u rodziców stracił blask. Rozmowy nie kleiły się. Każdy miał swoje własne myśli i z nimi musiał się uporać. Po obiedzie zaczęliśmy rozjeżdżać się do swoich domów. W poniedziałek czekał nas normalny (jeśli można mówić w tej sytuacji o normalności) dzień pracy. Było już bardzo ciemno, kiedy opuściliśmy dom rodziców. Mróz był w tym dniu dosyć solidny, ale nam w samochodzie nie było źle. Ja siedziałam obok męża z przodu, a nasz mały synek na tylnej kanapie. Po kilku kilometrach zatrzymał nas patrol wojskowy z karabinami w rękach. Chodziło o kontrolę dokumentów. Wpadłam w panikę, bo nie miałam ze sobą dowodu osobistego. Poczułam straszną bezsilność i obawę o bezpieczeństwo moich najbliższych. Na tylnej półce stała wytłoczka z jajkami od mamy. Do dzisiaj nie wiem czemu, ale przez moment pomyślałam, że przez to będziemy mieli kłopoty. Mąż uspokajał mnie i zapewniał, że nic nam nie grozi. Był spokojny i opanowany. Przecież to nasi, nic nam nie zrobią. Synek nie wiedział co się dzieje, więc cichutko siedział na swoim miejscu, jakby czuł powagę sytuacji. Mąż pokazał dokumenty i pozwolono nam jechać dalej. Droga nie była bezpieczna. Bez przerwy mijały nas czołgi i konwoje samochodów ciężarowych. Jechały w kolumnie. Ich ryku nie zapomnę nigdy. Wydawało się, że droga nie wytrzyma ich ciężaru i zamieni się w rozjechaną polną ścieżkę. Wyglądało to koszmarnie. Bałam się, że za chwilę zaczną wojnę. Tylko z kim? Żołnierze, część jechała samochodami, inni w czołgach, a pozostali szli pieszo. Jeden z nich, pewnie zdezorientowany jak my, zabłądził albo spóźnił się. Zatrzymał nas i zapytał:

     – Czy widzieliście kolumnę czołgów?

     – Tak, mijała nas kilka kilometrów wcześniej – odpowiedziałam.

Ruszył pieszo za nimi. Nie wiem ile drogi musiał pokonać, ale żal mi było tego młodego człowieka. Podobnie jak my był zaskoczony sytuacją. Pewnie  rozkaz wyrwał go z ramion matki albo żony i dziecka. Nikt nie czuł się dobrze w tym dniu. Ani cywile ani żołnierze. Wszyscy mieli trwogę w sercach. Przecież oni też byli czyimiś mężami, braćmi, ojcami i pewnie nie chcieli nikogo krzywdzić. Ale ich tragedia i nasza polegała na tym, że nikt nie wiedział, jakie rozkazy mogą dostać od zwierzchników. A wiadomo, żołnierz musi rozkaz wykonać.

Do domu dojechaliśmy bezpiecznie. Dobrze się stało, że nie doszło do masowego rozlewu krwi w czasie tych trudnych miesięcy. Oskarżamy, rozliczamy, chcemy więzić winnych. Niedługo nie będzie kogo rozliczać, bo ci co decydowali umrą śmiercią naturalną. Jednak trauma stanu wojennego będzie w nas żyła zawsze i wracała każdego roku 13 grudnia.

Reklamy

16 myśli na temat “JUTRO WAŻNA DATA: OGŁOSZENIE STANU WOJENNEGO W POLSCE

  1. Mnie stan wojenny zastał na dworcu w Grudziądzu, jechałam do narzeczonego, który był tam w wojsku. Z domu wyszłam bardzo wcześnie i nie słyszałam żadnych wiadomości.
    Z narzeczonym oczywiście nie zobaczyłam się, nie wiedziałam czy wrócę, bo mróz był straszliwy i pociągi jeździły marnie…
    Na dworcu panika , kobiety płakały, krzyczał ktoś o wojnie, widzieliśmy młodych chłopaków maszerujących nie wiadomo dokąd…tego się nie zapomina.

    Polubienie

    1. Każda niewiadoma budzi u człowieka strach. Stan wojenny był dla nas Polaków właśnie taką sytuacją. Nikt nie wiedział jak losy nasze się potoczą, jak długo będzie trwał i czym się zakończy. Dobrze, że nie doszło do wojny bratobójczej i rozlewu krwi rodaków.
      Pozdrawiam Jotko serdecznie:)

      Polubienie

  2. Staram się nie myśleć o tej rocznicy. Tym bardziej że wtedy byłam w 7-mym miesiącu ciąży. Myslałam, że natychmiast urodzę ze strachu. A starszy synek też płakał, bo wrócił rano z tatą z teatrzyku – bo teatrzyku nie było.
    Dobrze że to dawno było.
    I tylko przykre wspomnienia pozostały.

    Polubienie

  3. Teraz po latach dziwię się, że 13.12.1981 r. nie wywarł na mnie takiego wrażenia jak grudzień 1980 r., gdy ze wszystkich stron zmierzały do nas obce wojska niosące nam „bratnią pomoc”. Natomiast wtedy w grudniu 1981 r. nie przerażali mnie tak bardzo „mundurowi” na ulicach, bo znacznie gorszym było to, że nagle zamarła cała działalność społeczna.
    W zasadzie to miałem wyraźne sygnały wskazujące, że coś się będzie działo, bo 12 grudnia wieczorem milicja zarekwirowała mój radionadajnik. Ale wtedy u mnie była impreza alkoholowa, i jak już wspominałem u Art Klatera – z nożem kuchennym za pasem i w stanie mocno wskazującym „poszedłem na wojnę”, chociaż nie bardzo wiedziałem z kim. 😉

    Polubienie

    1. Te dwie daty, które tu przywołujesz Andrzeju są ważne i u każdego z nas przywołują złe wspomnienia. Mieliśmy maleńkie dzieci ( w 1980 mój syn miał tylko 4 lata). Najbardziej bałam się, by nie doszło do rozlewu krwi na większą skalę. Wtedy niczego już nie da się zatrzymać, a tragiczne wydarzenia wymykają się spod kontroli. Emocje i żywioł rządzą się własnymi regułami, rozsądek niestety schodzi na plan dalszy. Ludzie budzą się z nienawiści kiedy jest już za późno. Tym razem, na szczęście, złe wydarzenia zatrzymały w porę.
      Pozdrawiam Andrzeju serdecznie:)

      Polubienie

  4. Wszyscy, którzy to przeżyli jakoś wspominają tamten czas, na ogół ciesząc się z tego jak daleko zaszliśmy w czasie, o którym wtedy nawet marzyć nikt nie potrafił.
    Nawet Wszystko Mogę Jarosław świętował i wskazał na to, że my Naród wolność cenimy i jej sobie wydrzeć nie damy. To wartościowe zapewnienie.
    Jak z przenosinami bloga Elżbieto. Myślisz o tym?
    Podasz adres nowego miejsca?

    Polubienie

    1. Tak Tatulu, jesteśmy daleko i będziemy jeszcze dalej, tylko jedności i zgody nam potrzeba. Tego niestety w Polsce brakuje od zawsze.
      Pozdrawiam serdecznie Tatulu:)

      Prosiłam córkę, żeby załatwiła formalności związane z przeniesieniem bloga. Zrobi to zaraz po Nowym Roku. Oczywiście, dalej będę prowadzić bloga, a nowy adres podam z przyjemnością wszystkim zainteresowanym. Dziękuję Tatulu za to pytanie, nie potrafiłabym żyć bez Was, Najmilszych Gości w moim domu. Raz jeszcze pozdrawiam:)

      Polubienie

  5. Cieszę się razem z wszystkimi, że nie doszło do rozlewu krwi, a wystarczyłaby iskra.
    Elu, życzę radości, pomyślności i świątecznych wzruszeń. Niech rodzina otoczy się bezwarunkową miłością, a zdrowie i szczęście dopisuje także w Nowym Roku.

    Polubienie

    1. Trzeba mówić koniecznie, Drogi Dobrycoachu. To nasza historia, każdy Polak powinien ją znać, prawdziwą, uczciwą.

      DZIĘKUJĘ ZA PAMIĘĆ I ŻYCZENIA. TONIE RÓWNIEŻ ŻYCZĘ ZDROWIA I SAMYCH RADOŚCI W NADCHODZĄCYM ROKU:)

      Pozdrawiam serdecznie Dobrycoachu:)

      Polubienie

  6. 13 lat przed moimi narodzinami. Aż nie potrafię sobie tego wyobrazić.
    Cieszę się, że podzieliłaś się tą historią. Teraz jakoś nie słyszę o żadnych rocznicach ważnych wydarzeń. Tak jakby chcieli wymazać historię.

    Może troszkę spóźnione ale życzę Ci Elu, życzę dużo radości i zdrowia w nadchodzącym nowym roku.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s